To są po prostu trochę inni ludzie.

Przedstawiam wam Aleksandrę Więcką – scenarzystkę, dziennikarkę, dramatopisarkę, story designer’a i moderatorkę design thinking. Organizuje warsztaty, na których uczy kreatywności i opowiadania historii.

zdjecie
fot. Katarzyna Łebska

AG – Olu jesteś kobietą obdarzoną wieloma talentami. Wymienię spośród nich pięć, które charakteryzują Twoje życie zawodowe: generujesz pomysły, wymyślasz strategie ich realizacji, inspirujesz do działania, masz to coś co można nazwać czarem osobistym i jesteś wizjonerką. Napisałaś scenariusz do programu „Down the Road. Zespół w trasie” i razem z realizatorami odnieśliście wielki sukces. Jak powstał pomysł na tę podróż?

OLA – Bazowaliśmy na belgijskim formacie. Pisząc scenariusz zastanawiałam się jak funkcjonuje grupa ludzi, która ma współpracować. Byłam ciekawa jak potoczy się ten proces wspólnego pokonywania kolejnych wyzwań, które dla nich zaplanowaliśmy. Miałam wizję, że bohaterowie zaliczając kolejne etapy podróży, nabędą nowe umiejętności, rozwiną się i w końcu kompletnie się zmienią, ale rzeczywistość, okazała się dużo bardziej złożona i ciekawa. Bohaterowie byli tak spontaniczni, że czasami trudno było przewidzieć jak potoczy się nasza historia.

AG – Kto zaplanował trasę podróży?

OLA – Razem z producentem i doświadczonym podróżnikiem wybraliśmy ciekawe miejsca i atrakcje. Następnie sami ją przejechaliśmy, żeby na własne oczy sprawdzić, czy trasa spełnia nasze wymagania.

AG – Bardzo ciekawi mnie jak przebiegał casting.

OLA – Format zakładał, że na wyprawę pojedzie sześć dorosłych i samodzielnych osób z zespołem Downa, które nie znają się między sobą. Szukaliśmy indywidualności, wyrazistych charakterów. Każdy z nas znał jakąś dorosłą osobę z zespołem Downa, ale siłą napędową tego castingu stał się Kobas Laksa – zaktywizował całe środowisko. Było dla nas ważne, żeby na castingu pojawiły się osoby z całej Polski. Przez trzy dni spotykaliśmy się z kandydatami do programu, rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się, zadawaliśmy trudne pytania. Zależało nam na osobach, które potrafiły wyrazić swoje emocje, myśli, żeby były otwarte, czuły się swobodnie pomiędzy nieznanymi im wcześniej ludźmi i przed kamerą.

AG – Czy w trakcie castingu mieli jakieś zadania do wykonania, albo scenki do odegrania?

OLA – Byliśmy ciekawi jacy oni są i z każdym rozmawialiśmy 20 – 30 minut, w sposób dopasowany do konkretnej osoby. Przyszła Ola i powiedziała, że umie zrobić szpagat, i go zrobiła, ale nie dlatego, że mieliśmy takie zadanie na liście, ale dlatego że ćwiczy gimnastykę artystyczną i chciała nam to pokazać. Przyszła Agnieszka i powiedziała, że lubi tańczyć i tańczyliśmy. Było super.

AG – Czy było trudno wybrać tę szóstkę, czy mieliście dużo dylematów?

OLA – Było sporo osób, które chcielibyśmy zabrać w taką podróż, ale ostatecznie z dużej grupy wybraliśmy tę naszą cudowną szóstkę .

zdjecie
fot. Katarzyna Łebska

AG – Jakie było twoje największe zaskoczenie przy realizacji scenariusza?

OLA – Reakcje bohaterów często nas zaskakiwały, bo były inne niż oczekiwaliśmy. Okazało się, że to co dla nas wydawało się ciekawe, ważne, ekscytujące, nie było takie same dla nich, a to co nam się wydawało zwyczajne dla nich było bardzo ciekawe. Musieliśmy się dotrzeć, jak w każdej relacji, żeby zrozumieć, że te perspektywy są trochę inne.

AG – Mogliśmy to zobaczyć już w drugim odcinku, kiedy przyjechali na tor wyścigowy i reakcja Krzysztofa zaskoczyła Przemka – wysiadł z samochodu i zamiast z grupą pójść się przebrać, zaczął jeść kanapkę.

OLA – Krzysiek jest fajnym bohaterem, takim zadziornym. Ma temperament, swoje marzenia i wie czego chce. A wtedy akurat chciał zjeść kanapkę. W tamtym momencie, ujawniły się indywidualne zainteresowania bohaterów. Dominika była bardzo podekscytowana, ponieważ wcześniej marzyła o tym, żeby zrobić prawo jazdy, a ci, którzy nie mieli takich pragnień może nie koniecznie wyobrażali sobie, co ich czeka. Niedawno Rafał Samborski, reżyser programu, powiedział coś bardzo ciekawego – że gdybyśmy zabrali zwykłych ludzi na ten tor wyścigowy, to wszyscy przejechali by się samochodami i mielibyśmy scenę o tym, jak fajnie się jeździło samochodem. A dla naszych bohaterów był to pretekst do tego, żeby zmierzyć się z uczuciami, żeby tak jak Michał mówił – myśleć o miłości i nadać tej sytuacji kompletnie inne znaczenie, na które w byśmy nigdy nie wpadli!

AG – Czy od początku było wiadomo, że prowadzącym będzie Przemek Kossakowski?

OLA – Tak! Bardzo się cieszyliśmy na tę współpracę, ale i tak Przemek bardzo pozytywnie nas zaskoczył! Nawiązał świetny kontakt z bohaterami, traktował ich jak dorosłych. Nie wchodził w rolę opiekuna, ale przyjaciela, który pozwala im samodzielnie rozwiązywać problemy.

zdjecie
fot. Katarzyna Łebska

AG – Zastanawiałam się nad zakończeniem tej sceny w hotelu, kiedy już Krzysztof wszedł do pokoju i Przemek ich pochwalił, że się porozumieli. Powiedział wtedy – „jesteście fantastycznymi mężczyznami”, a wtedy Krzysztof zaprzeczył – „nie, chyba chłopakami”. Jak to jest z tą dorosłością osób z zespołem Downa?

OLA – Nie wiem, czy da się zastosować w stosunku do bohaterów takie kategorie, jakie my stosujemy do dorosłości. Statystyczny 40 latek bez zespołu zwykle ma za sobą jakąś pracę, małżeństwo albo długotrwały związek, raczej nie mieszka z rodzicami, ma prawo jazdy, samodzielnie wyjeżdża. Ma bardzo wiele różnych doświadczeń, które zbudowały jego samodzielność, dojrzałość. Samodzielność jest procesem, w którym podejmujemy coraz więcej odpowiedzialnych decyzji i z coraz trudniejszymi oczekiwaniami się mierzymy. Nie stajemy się dorośli tylko dlatego, że skończyliśmy ileś lat.

AG – Pewnie i my, rodzice opóźniamy ten proces decydując za nich.

OLA – Jeżeli w procesie wychowania ograniczymy dzieciom autonomię, możliwość decydowania o sobie, „ugrzecznimy” je dla naszej wygody, to pozbawiamy przyszłych dorosłych tej swoistej energii życiowej. Bo chociaż wszyscy jesteśmy wypadkową tego co nam się przydarzyło (genów, rodziców, sposobu wychowania, kultury w jakiej się wychowaliśmy, bardzo różnych zdarzeń, których doświadczyliśmy), to jednak dla każdego człowieka umiejętność samostanowienia i decydowania o sobie, i bycia dla siebie, czyni go tym kim jest.

AG – W waszym programie „Zespół w drodze” prezentuje się takim jaki jest: bez udawania, bez sztuczności, bez grania. Bohaterowie są sympatyczni i otwarcie mówią czego chcą.

OLA – Bardzo sobie cenię otwartość Michała, który mówi wprost: „ ja chcę miłości , ja chcę seksu, ja chcę mieć rodzinę, to mnie interesuje!”, „Zakochałem się w Dominice”. My przeżywając podobną sytuację kalkulujemy, na ile możemy się odsłonić, przyznać do swoich emocji, ujawnić potrzeby. Mamy taki lęk przed otwarciem się, którego oni nie mają. Czasem pewnie tracimy przez to szansę na spełnienie swoich marzeń. A oni może ją zyskują przez to, że otwarcie mówią o tym czego potrzebują i czego chcą.

AG – Podobają mi się te fragmenty programu, w których bohaterowie komentują i tłumaczą swoje zachowania czy reakcje – już poza planem, bez tych emocji, które mieli wcześniej.

OLA – Chcieliśmy stworzyć przestrzeń, w której ich głos będzie mógł wyraźnie wybrzmieć, żebyśmy mieli szansę zobaczyć ich inny sposób widzenia świata, rzeczy dla nich ważne. Założenie, że oni są tacy jak my, a my tacy jak oni, rodzi być może więcej rozczarowań po każdej ze stron, niż gdybyśmy przyjęli, że to są po prostu trochę inni ludzie.

AG – Osoby z zespołem Downa lubią się przytulać na powitanie i na pożegnanie. Czy uważasz, że powinniśmy im na to pozwolić, czy ograniczać to do gestów podawania ręki?

OLA – To, czego ja tak naprawdę nie lubię, to mówienie o osobach z zespołem Downa „oni tacy są, oni tak mają”. Krzysztof nie przepadał za przytulaniem się, lubił przybijać piątkę, a Agnieszka – wręcz przeciwnie. Lubimy różne rzeczy i to co dla jednych jest świetne, dla innych bywa niekomfortowe. Na pewno łatwość i potrzeba bliskości udzieliła się nam. Sami między sobą zaczęliśmy się przytulać na powitanie i to było fenomenalne. Ekipa okazywała sobie więcej ciepła i dużo więcej empatii – do dziś się kumplujemy.

AG – Czyli duża wartość dodana.

OLA – Tak, nagle na światło dzienne wydostała się taka potrzeba i okazało się, że ona może zostać przyjęta i że w potrzebie bliskości nie ma nic groźnego, czy wstydliwego, ponieważ wszyscy ją mamy – mniejszą lub większą.

zdjecie
fot. Katarzyna Łebska

AG – Co chciałabyś, żeby ten program wniósł w życie osób, które go oglądają?

OLA – Chciałabym, żebyśmy oglądając kolejne odcinki zastanawiali się co możemy od osób z zespołem Downa zaczerpnąć, aby żyć lepiej i nauczyć się otwarcie mówić o sobie, swoich uczuciach i potrzebach. I żebyśmy przestać udawać, że jesteśmy z żelaza, że nic nas nie obchodzi, że nie jest nam nigdy smutno.

AG – Dziękuję Ci serdecznie za rozmowę i za ten program, który mam nadzieję odczaruje zespół Downa pokazując, że każda osoba z trisomią 21 jest piękną indywidualnością.

Wszystkich zaś czytelników, których zaciekawiły terminy „story designer i moderator design thinking” zapraszam do lektury Twojej książki pt „Jak mówić o sobie dobrze, opowiedz swoją historię i rozwiń skrzydła w życiu i w biznesie”, która ukaże się na rynku 17 czerwca.

3 Responses

  1. W tym całym komentarzu brakuje mi informacji, że nie wszystkie osoby z ZD są takie otwarte, spontaniczne bo jest to zespół różnych przypadłości, którymi ich natura obdarzyła. Uważam, że został zrobiony przekaz zniekształcony i z tym się nie zgadzam. Pozdrawiam.

    1. Oczywiście, że nie wszystkie osoby z zespołem Downa są takie otwarte jak Bohaterowie Down The Road. Ja napisałaby nawet , że takich jak oni to ze świecą szukać. Natomiast wywiad dotyczy tej szóstki, więc oni znaleźli się w obiektywie pytań.

  2. Bardzo dziękuję za zespół z cyferką 21 to cudowni ludzie jestem babcia Rity z zespolem dawna gdy się urodziła byłam w rozpaczy teraz kochamy ją bezgranicznie codziennie odkrywa przed nami piękne nieznane zakątki 21

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.